Portal Holistic News – o ideach w stylu punk

Burzliwy pierwszy raz AI na rynku sztuki

W świecie sztuki dokonał się właśnie krok futurystyczny i zarazem o dużym potencjale anegdotycznym: po raz pierwszy wystawiono i zlicytowano na aukcji obraz wykreowany przez sztuczną inteligencję. Po trwającej zaledwie siedem minut licytacji „Portret Edmonda de Belamy’ą” zakupiono za czterdziestokrotność zakładanej kwoty – niemal pół miliona dolarów.Czy kreowana przez algorytmy sztuka przebojem zaczyna podbój rynku?

Tak czy inaczej, od października tego roku żyjemy w świecie, w którym AI –
póki co, ramach precedensu – zastąpiła nieźle prosperującego artystę-malarza. Dla porównania podczas tej samej aukcji dzieła Andy’ego Warhola sprzedano za 75 tys. dolarów, zaś Roya Lichtensteina – za 87.

Tymczasem w półświatku sztuki doniosła nowina wywołała reakcje dalekie od entuzjazmu. Kontrowersji jest wiele, i jak zwykle, wszystkie sprowadzają się do języka, którego brakuje. Czy na pewno mówimy w tym przypadku o sztuce? – powątpiewają jedni; z kolei historycy sztuki na zmianę powtarzają, to że mamy tu do czynienia z wydarzeniem bardzo konceptualnym (to jest, nienowym i marginalnym); inni że znowu z niesmacznym (czytaj: komercyjnym i sensacyjnym).

No ale stało się. Obraz wygenerowany przez dwa algorytmy po pierwsze, przedostał się na rynek sztuki i funkcjonuje w nim teraz niczym prekursorski klon, po drugie zaś – została mu nadana pewna wartość rynkowa i to wartość rzędu pół miliona dolarów. Pojawia się pytanie, czym należy tłumaczyć te stawkę? Jaka wartość stoi za tym, co sprzedaje kolektyw Obvious, stojący za kreatywnym oprogramowaniem? Czy warto inwestować w sztukę ai?

Krótka historia pewnego algorytmu

W roku 2014 niejaki Ion Godfellow wynajduje tzw. generatywną sieć kontrrewersyjną (GAN ), czyli dwa algorytmy sztucznej inteligencji, które współzawodniczą w grze o sumie stałej. GAN jest od tej pory chętnie i często wykorzystywanym systemem. Wykorzysta go również kolektyw Obvious. Jego mechanizm jest dwudzielny. Pierwszy odpowiada za generowanie „maksymalnie wiarygodnych” obrazów na podstawie bazy danych; drugi (na podstawie tej samej bazy danych) ma za zadanie ocenić, czy powstałe dzieło jest autorstwa maszyny, czy też człowieka. Jeśli się pomyli – mamy to: sztuczna inteligencja niejako przekracza samą siebie. Wygenerowanemu przez siebie obrazowi przypisuje autorstwo człowieka.


Portret Edmonda de Belamy’ą, kolektyw Obvious Art

Krótka historia pewnego obrazu

Rok 2017. Niejaki Robbie Barrat, 19-letni programista studiujący, wpada na pomysł wykorzystania GAN-u, i pisze kod do analizy portretów historycznych zaczerpniętych z bazy wiki-art. W ten sposób Barrat wygeneruje  serię obrazów, którą następnie zamieści w tej samej ogólnodostępnej bazie.

Krótka historia pewnego start’u-pu

Tego samego roku, Francja. Troje przyjaciół, 25-letnich programistów: Hugo ­Caselles-Dupré, Gauthier Vernier i Pierre Fautrel wykorzystują pomysł Robbie’ego Barrata, te samą bazę obrazów, no i część napisanego przez chłopaka i zamieszczonego na Githubie kodu. Pozostałą jego część dopisują sami. Jeden z powstałych w ten sposób obrazów drukują, oprawiają i tytułują „Portretem Edmonda de Belamy‘ą”. Krótko potem powstaje cała seria portretów fikcyjnego rodu de Belamy’ą. Mężczyźni zawiązują wokół inicjatywy kolektyw i tak powstaje Obvious. Jednak Vernier, Fautrel i Dupré – w odróżnieniu od Barrata – wytwarzają wokół swojego  przedsięwzięcia specyficzną narrację. W październiku następnego roku dom aukcyjny Chriestie’s jako prekursor decyduje się wystawić „Portret Edmonda de Belamy‘ą” na licytacji.

Artyści-programiści

Po niespodziewanym sukcesie aukcji, Barrat okrzykuje projekt Obvious plagiatem. W domach Caselles’a-Dupré, Verniera i Fautrela rozdzwaniają się nagle telefony. Jedyne co mają do powiedzenia dziennikarzom to, że nigdy nie kryli inspiracji projektami Barrata, a szum medialny nakręciły same media – im bowiem zależało nie na rozgłosie, lecz – na nauce. Bo choć produktem końcowym działalności artystów-programistów z kolektywu Obvious  jest sztuka, to jednak sami swoją działalność nazywają badaniami (research).

Na swojej stronie piszą: „Decydujemy się wystawić naszą pracę na aukcji, by z dochodu móc sfinanasować dalsze badania. Pieniądze zostaną przeznaczone na rozwój produkcji tego rodzaju prac (co “Portret Edmonda de Belamy’ą” – przyp. P.Ż-Z). Nowa sztuka, nowe zasady, pełne prawa do grafik dla wszystkich – to wszystko korzyści, jakie z tego wynikną dla wszystkich.” „Algorytm składa się z dwóch części – mówi Caselles-Dupré. – Z jednej strony jest Generator, z drugiej Discriminator. Nakarmiliśmy system zestawem 15 tys. portretów namalowanych między XIV a XX wiekiem. Na podstawie zestawu Generator tworzy nowy obraz, a następnie Discriminator próbuje dostrzec różnicę między obrazem stworzonym przez człowieka a obrazem utworzonym przez Generator. Celem jest zmylenie Discriminatora, by pomyślał, że nowe obrazy są prawdziwymi portretami. Potem mamy wynik.”

Aukcja portretu to kolejnym pomyślnie zdany testu dla tego nowego medium. Rynek najwyraźniej widzi w nim przyszłość. W przyszłym roku ten sam dom aukcyjny Christie’s organizuje dla artystów i kolekcjonerów sympozjum na temat głębokich powiązań blockchainu ze sztuką. Inauguracyjna konferencja technologiczna ma stać się corocznym wydarzeniem. Niewykluczone, że za dziesięć, dwadzieścia lat tematem dyskusji może być już nie seria portretów, a performatywna rzeczywistość wirtualna lub twórczość niektórych robotów Picassa.

Hrabia de Belamy’ą

Na zakup następnego obrazu ai z serii kolektywu Obvious zdecydował się kolekcjoner Nicolas Laugero-Lasserre. Dzieło, które kupił nosi tytuł „Hrabia de Belamy’ą (tym razem cena nie została ujawniona). Obecnie obraz wisi pomiędzy pracami Banksy’ego, JR, Sheparda Fairey’a, Speedy’ego Graphito, Space’a Invadera, Jonone’a Jerome’a, a także Futury 2000 – można powiedzieć i nie przesadzić: w dobrym i starannie wyselekcjonowanym towarzystwie streetartowej śmietanki. Stąd pewnie trudno oprzeć się wrażeniu, że sam, tym razem – Hrabia – de Belamy występuje tu niejako na prawach odmieńca.


Portret Hrabiego de Belamy’ą, kolektyw Obvious Art

Sztuczna inteligencja w kontrkulturze?

Sztuka, którą kolekcjonuje Lagerro-Lasseur – sztuka miejska – wyrasta w latach sześćdziesiątych na fali inspiracji myślą sytuacjonistyczną; ma być niekomercyjnym komunikatem w formie graffiti, przeznaczonym i skierowanym do wszystkich. Sama obecność street-artu jeszcze do niedawna była niemal nierozłącznie związana z działalnością nielegalną. Tym samym była on przeciwwagą dla sztuki zinstytucjonalizowanej – działalnością wolną, anonimową, nieodpłatną i nieprzeznaczoną na sprzedaż. Kontrkulturą. Sztuka miejska produkowana na ścianach i obszarach miejskich, była przede wszystkim wszystkim zaprzeczeniem sztuki komercyjnej – popłatnej, odpłatnej, nieanonimowej.


Wszystko to właściwie już nieaktualne. Z drugiej strony – w tym roku szerokim echem odbiło się w świecie sztuki i poza nim – akt samozniszczenia, jakiego dokonał na swojej pracy Banksy tuż po tym, jak jego praca na licytacji sprzedała się za  ponad milion funtów, na oczach wszystkich obecnych wewnętrzna niszczarka ukryta w ramie pocięła na strzępy ponad połowę pracy.  Artysta opublikował nagranie z tego wydarzenia na swoim Instagramie, podpisując: „The urge to destroy is also a creative urge” – Picasso

Na stronie jednej z Londyńskich galerii o kolekcjonerze i zbiorze można przeczytać, m.in., że „jego zainteresowanie twórczością wyrastającą z wyraźnej świadomości politycznej i społecznej, zostało pogłębione o artystyczne działanie aktywistów street-artu.” O samej kolekcji zaś , że „należy ją postrzegać jako zwierciadło duchowej i geopolitycznej kondycji świata, a także jako odzwierciedlenie własnych poglądów kolekcjonera.” Ale jakich właściwie poglądów? Patrz powyżej. Wygenerowany przez sztuczną inteligencję „Portret Hrabiego de Belamy’ą”, który zakupił kolekcjonerm, można rozumieć jako odświeżenie jego  kontrkulturowej kolekcji o nowy element. Jeśli kiedyś w kontrkulturze stał street-art, to co bardziej anty-własnościowego i równościowego teraz niż wytwór algorytmu z obrazów niemal wszystkich epok na wolnej licencji?

Jak w tym kontekście wytłumaczyć gest zakupu portretu „Hrabiego de Belam’ą” pytam historyczkę sztuki i pracownicę Muzeum Narodowego w Krakowie Agatę Jabłońską. Zbywa moje pytanie śmiechem:

– Nie wyobrażam sobie, by to dzieło pasowało do sztuki renesansowej czy też baroku, dalej: nie pasuje też do sztuki dziewiętnastowiecznej ani manierystycznej, do symbolicznej też nie. Więc na drodze eliminacji: czemu by właśnie nie pośród street-artu miało wisieć?

Dalej rozmawiamy już poważnie:

Wydaje się, że zaistnienie algorytmu – tłumaczy mi Agata Jabłońska – tworzącego kompilacje znanych motywów i próba uzyskania w ten sposób obiektywnie uniwersalnego przekazu, to była tylko kwestia czasu. Ten tok rozumowania jest nienowy i dotychczas był realizowany na różne sposoby. Dość wspomnieć fałszerstwa Hana van Meegerena, którego autorskie interpretacje maniery Vermeera i Fransa Halsa były na tyle przekonujące, że ubarwiły jego biografię posądzeniem o kolaborację z nazistami. W historii sztuki można trafić na tropy jawnie mechanicznego przetwarzania kulturowych kliszy (Andy Warhol), posługiwania się obiektami nie-ręką-artysty-stworzonymi (Duchamp), a znudzenie własnymi umiejętnościami technicznego odtwarzania stylu dawnych mistrzów stoi u zarania dwudziestowiecznej awangardy (piekielnie zdolny dzieciak, który wyrósł na Picassa). Nawet mechanika sieci neuronowych znajduje analogie (żeby nie rzec “prefiguracje”) w postaci, tym razem teoretycznego, podejścia Abrahama Warburga, który tworząc Atlas Mnemosyne wcielał w życie myślenie kompilacyjne czy kontaminacyjne, zestawiając w jednym dziele (jakim była jego praca naukowa) motywy łączące się w całości podobne do tego, co udało się osiągnąć chłopakom od Obvious Art. Mieszanie musiało zajść w głowie, ale mechanika pracy była podobna. „

Serendipity?

„Bardzo ciekawe jest to rozmycie – mówi mi Martyna Borowiecka, pracownik dydaktyczny ASP w Krakowie, asystentka Pauliny Ołowskiej, a oprócz tego czynna malarka:  – Ciekawe, że algorytm przypisał człowiekowi autorstwo właśnie tego obrazu. Myślę, że to połączenie malarstwa figuratywnego z impresjonistycznym rozmyciem tu zagrało. Portret można rozumieć jako wyciągniętą przez maszynę średnią i przeciętną z tego, co obecnie lubimy.” Znaczyłoby to, że wybory jakich dokonują algorytmy, kierując się bazą kilkunastu tysięcy obrazów, świadczą w jakimś sensie o nas samych.

„Urzekające jest, że portret Edmonda Belamy’ą daleko odbiega od ludzkiej idei portretu z XVIII wieku. Jest w nim coś niesamowicie współczesnego. Zastanawiałabym się jednak, czy w ogóle mówimy w przypadku tego portretu o sztuce” – powątpiewa z kolei Martyna. Z podobnymi wątpliwościami nie kryje się Richard Lloyd, rzeczoznawca z departamentu druków domu aukcyjnego Christie’s. „To nie jest po prostu mash-up – przekonuje z początku, jednak już w chwilę potem cofa się przed nazwaniem portretu „dziełem sztuki”, tłumacząc, że to określenie zbyt w tym wypadku „antropocentryczne”. Można się z tym zgodzić. Ale czy wobec tego należy się sztuce wykreowanej przez AI osobne miejsce w podręczniku? A wcześniej w słowniku?

Nauka czy sztuka?

„Maszyny zadają nam dobre pytania – mówi Laurence Bertrand Dorléac, francuski historyk sztuki – Deleuze powiedział kiedyś, że to, co lubimy w naszych przyjaciołach, to ich przewidywalność. Odnosząc się do tych słów można by powiedzieć, że tym, co frapuje nas w robotach, są ich dysfunkcje i niedostatki. Być może Portret Edmonda de Belamy’ą to dzieło sztuki nie tylko będące odbiciem, ale też zarazem świadectwem społeczeństwa, w którym powstaje i jego produktem.”

Jak dotychczas, pytań postawiono rzeczywiście wiele. Kilka przykładowych: czy mamy już sztukę bez artysty? Na ile to maszyna stoi za autorstwem „Portretu Edmonda de Belamy’ą”? Jeden z twórców oprogramowania odpowiada w ten sposób:

„Jeśli artysta jest tym, który tworzy obraz, to będzie nim maszyna – mówi Caselles-Dupré – a jeśli artysta to ten , który odpowiada za wizję i chce dzielić się przesłaniem, to bylibyśmy to my z kolektywu Obvious„.

Jasne jest, że cały proces powstania „Edmonda de Belamy’ą” ufundowany został na serii zapośredniczeń. Pytanie, czy kategoria oryginalności nie jest dziś zbyt zwietrzała, by przy jej pomocy decydować o tym, co sztuką nazywamy, a co nie.

Jeszcze inne pytanie z tej samej serii: czy grafika wygenerowana przez sztuczną inteligencję to prawdziwa sztuka?

„Pareidolia – wyjaśnia wspomniany Dorléac – to umiejętność przekształcania wizualnych dźwięków w dobrze zorganizowaną reprezentację. Potrafi to nasz mózg, podobnie jak potrafi to maszyna. Przeciwstawia się nieraz sztuce kulturę, (pojmowaną jako tradycję ponieważ kultura jest tym, co się dziedziczy, kumuluje i przekazuje… a nie tym, co się przekracza.). A jeśli zdefiniujemy artystę właśnie jako kogoś, kto przejmuje i przetwarza wszystko, co się dotychczas wydarzyło, to okaże się, że dokładnie to samo robią sztuczne inteligencje.”

Jaka więc wartość stoi za całym tym wydarzeniem? Poza finansową. Albo: o ile więcej dzięki niemu wiemy o sztucznej inteligencji? Wydaje się, że wciąż niewiele więcej. Eksperymenty jednak trwają. Kolektyw Obvious to oczywiści nie wyjątek, badania w tym samym zakresie prowadzone są właściwie od dawna – w sieci (m.in. na GitHubie właśnie) można oglądać wyniki podobnych prac. Wydaje się, że fenomen tej poszczególnej akcji należy przypisać skutecznemu marketingowi kolektywu. Temu, co jeden z jego członków nazwał „chęcią dzielenia się przesłaniem z innymi.” Może to jest właśnie różnica między sztuką rozumianą tradycyjnie i sztuką ai.

Rozumiem, że całe przedsięwzięcie jest performatywne i bardzo konceptualne – podsumowuje Agata Jabłońska – wic i artyzm przedsięwzięcia polegają nie na samodzielnym, wyabstrahowanym działaniu maszyny, ale na jej kooperacji z człowiekiem. Artyzm jest wpisany w proces powstawania.”

Paulina Żebrowska-Zadrożna

Add comment