Portal Holistic News – o ideach w stylu punk

Czy Ukraina jaką obecnie znamy, przetrwa?

Konflikt z Rosją to tylko jeden z poważnych problemów, z jakimi zmaga się obecnie Ukraina

Nasz sąsiad utracił kontrolę nad wschodnimi regionami Donbasu, a w 2014 roku Rosja zaanektowała Krym. Ukraiński rząd nie posiada silnej legitymacji społecznej do sprawowania władzy, kraj gwałtownie się wyludnia. Gospodarka jest w ruinie, a bezpieczeństwo energetyczne poważnie zagrożone. Quo vadis, Ukraino?

Jak rządzić, gdy nikt nie ma poparcia

Przełomowym dla Ukrainy momentem była rewolucja, zwana Euromajdanem. W 2014 r. ludzie wyszli na ulice Kijowa, aby zademonstrować swój sprzeciw wobec prorosyjskiej władzy z Wiktorem Janukowyczem na czele. Próba krwawego stłumienia rewolty przez siły rządowe, doprowadziła do eskalacji i stanowiła impuls dla środowisk separatystycznych, skoncentrowanych zwłaszcza na wschodzie i południu. Janukowycz uciekł z kraju, a na czele nowo sformowanego rządu stanął premier Arsenij Jaceniuk. Od tego czasu minęło już 4 lata i należy się zastanowić, jakie będzie wyglądała władza Ukrainy, która zostanie wybrana za kilka miesięcy.

W 2014 r. w wyniku przedterminowych wyborów prezydenckich, urząd ten objął Petro Poroszenko, lider partii Blok Petra Poroszenki. Zwyciężył on w pierwszej turze, zdobywając 54,7% przy frekwencji nieco ponad 60%. Na drugim miejscu uplasowała się była premier Julia Tymoszenko, z poparciem 12,8%. Można więc śmiało stwierdzić, że jeszcze cztery lata temu poparcie dla prezydenta było duże. Jak sytuacja ma się dzisiaj?

We wrześniu opublikowany został sondaż, przed zaplanowanymi na 31 marca 2019 wyborami prezydenckimi. Jego autorami są kijowska Fundacja Demokratyczni Inicjatywy oraz centrum analityczne im. Razumkowa. Informuje on, że wśród osób, które na pewno wezmą udział w głosowaniu, poparcie rozkłada się następująco:

-Julia Tymoszenko – 17,8%

-Anatolij Hrycenko – 8,4%

-Petro Poroszenko – 7,9%

Jaki płynie dla nas z tego wniosek? Na cztery miesiące przed wyborami, Ukraina nie ma silnego lidera, wokół którego skupiłaby się większość społeczeństwa. W warunkach stanu wojennego i kryzysu gospodarczego, jest to bardzo zły prognostyk.

W kwestii wyborów do parlamentu sytuacja wygląda równie nieciekawie. Według raportu przygotowanego przez socjologiczną grupę Rating, poparcie dla ugrupowań politycznych na Ukrainie jest silnie zatomizowane. Najwyższy wynik wśród osób, które zadeklarowały udział w wyborach i już zadecydowały na kogo zagłosują, zanotowała partia Julii Tymoszenko (15,6%). Mizerne poparcie lidera to jednak tylko część problemu. Uzyskanie większości 50% w parlamencie wymaga sformowania koalicji, w której musiałoby się znaleźć pięć najsilniejszych ugrupowań (zakładając, że nastroje w kraju nie zmienią się w jakiś drastyczny sposób w nadchodzącym kwartale). Biorąc po uwagę, że dogadanie się tych ugrupowań jest bardzo mało realne, można przypuszczać, że formowanie się rządu i sprawowanie władzy będzie rodziło się w ogromnych bólach.

 

Wszyscy, %

Odsetek tych, którzy mają zamiar głosować, %

Odsetek tych, którzy mają zamiar głosować i dokonali wyboru, %

Batkiwszczyna

9,2

12,7

15,6

 

Hromadians’ka pozycija

5,7

7,9

9,7

 

Blok Opozycyjny

6,1

7,8

9,6

 

Sługa Narodu

5,9

7,3

9,0

 

Za Życie

4,7

6,6

8,2

 

Partia Radykalna

4,9

6,5

8,0

 

BPP Solidarnist’

4,5

6,1

7,6

 

Samopomoc

3,1

4,2

5,2

 

Swoboda

2,3

3,1

3,8

 

Agrarna Partia Ukrainy

1,9

2,4

2,9

 

UKROP

1,4

1,9

2,3

 

Inna partia

7,7

8,2

10,1

 

Trudno powiedzieć

17,4

18,9

 

Nie wziąłbym udziału

20,3

 

 

Bieda, panie, bieda…

Społeczeństwo Ukrainy jest ubogie, a warunki konfliktu zbrojnego, który odbywa się na wschodzie tylko pogarszają tą sytuację. We wrześniu średnia pensja wynosiła tam 9042 UAH (1175 zł), a minimalna 3723 UAH (ok. 484 zł). Wg tradingeconomics.com miesięczne zarobki konieczne do zabezpieczenia bytu jednostki to 4690 UAH, czyli sporo powyżej pensji minimalnej. Wiedząc z własnego podwórka, że pensja średnia nijak ma się do faktycznych zarobków większości, można uświadomić sobie trudne warunki materialne obywateli Ukrainy. Majętność ludzi jest wypadkową sytuacji gospodarczej kraju, a ta pomimo prób reform, nie rysuje się w jasnych barwach.

W trzecim kwartale 2018 r. wzrost PKB Ukrainy wyniósł 2,8%, w porównaniu do 2,4%
w analogicznym okresie 2017 r. Jednakże ramię w ramię ze wzrostem idzie pogłębiające się zadłużenie kraju, które przekracza 80% PKB. W praktyce świadczy to tylko o tym, że gospodarka jeszcze funkcjonuje, jednakże na wielu frontach sytuacja jest alarmująca.

Po kryzysie roku 2014 w ukraińskiej gospodarce doszło do galopującej inflacji, która w szczytowym momencie  na początku 2015 wyniosła ponad 60%. Od tamtej pory sytuacja nieco się ustabilizowała, jednak wyniki za 2018 nadal wyglądają bardzo źle. W pierwszym kwartale wynosiła 13-14% i w tym roku nie spadła jeszcze poniżej poziomu 8,9%.

Rynek pracy również boryka się z problemami. Od 2014 roku bezrobocie utrzymuje się na poziomie ponad 9%, jak wynika z oficjalnych danych. Jakie jest bezrobocie ukryte, możemy tylko spekulować.

Kulą u nogi ukraińskiej ekonomii jest ogromne znaczenie rynku rosyjskiego dla handlu.
W 2017 eksport do Rosji stanowił 9,2% w udziale eksportu ogółem, z kolei pod względem importu zależność ta jest jeszcze głębsza: 14,5% jego wartości pochodziło z Rosji.

Strategiczne znaczenie dla gospodarki Ukrainy ma tranzyt rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej. Tylko w zeszłym roku rachunek tranzytowy dla Rosji opiewał na 3 miliardy dolarów. Rurociągami przepuszczono w tym okresie 93 miliardy metrów sześciennych gazu. Nad przyszłością dalszego funkcjonowania tranzytu przez Ukrainę wisi widmo Nord
Stream 2, które pomimo politycznych zapewnień oficjeli z Kremla, może zostać użyte do wojny ekonomicznej na jeszcze większą skalę. Słowa głowy Gazpromu, Alexieja Millera,
z kwietnia tego roku, wydają się potwierdzać obawy. W wywiadzie dla Reutersa zapowiedział on zmniejszenie wielkości tranzytu przez ukraińskie gazociągi do 10-15 miliardów metrów sześciennych rocznie. Od kiedy? Tego póki co nie wiadomo.

Nie mniej niepokojąco prezentuje się sytuacja na Morzu Azowskim, na którym niedawno doszło abordażu i przejęcia trzech ukraińskich statków wojskowych przez marynarkę wojenną Rosji. Według wersji Kremla, wpłynęły one na wody terytorialne Federacji. Jak było naprawdę, ciężko jest rzetelnie stwierdzić, ze względu na sprzeczne informacje odnośnie tego zdarzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że Ukraina ma zapewnioną prawem międzynarodowym żeglugę przez Cieśninę Kerczeńską. Jakie jednak ma to znaczenie dla gospodarki Ukrainy? Nad Morzem Azowskim położone są dwa ważne porty: w Mariupolu oraz Berdiańsku. Jedyną drogą na Morze Czarne jest właśnie Cieśnina Kerczeńska, nad którą przebiega nowo wybudowany most łączący Krym z resztą Rosji. Wartość eksportu żelaza i produktów stalowych z samego tylko Mariupola wynosi astronomiczne 25% wartości całego eksportu kraju. Wnioski z tej sytuacji nasuwają się same.

Obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia „stan portfela” rządu w Kijowie. Od wybuchu wojny, deficyt na rachunku bieżącym wynosi 760 miliona dolarów (7,2% PKB), a tylko w tym roku Ukraina musi spłacić dług w wysokości 12,5 miliarda dolarów (z czego 1/3 to dług zagraniczny denominowany w walutach obcych). Król Midas potrzebny na wczoraj.

Exodus narodu

Odkąd w czerwcu 2017 roku wprowadzony został ruch bezwizowy pomiędzy Ukrainą, a państwami UE (z wyłączeniem Irlandii i UK), rzesze Ukraińców przepływają przez naszą wschodnią granicę. Fakt ten nie mógł umknąć niczyjej uwadze, gdyż faktycznie ogromna  liczba  migrantów, którzy za cel podróży obrali duże polskie miasta (zwłaszcza Kraków, Wrocław i Warszawę) jest widoczna i słyszalna z daleka.

Do końca 2017 roku w Polsce pracowało 2 miliony obywateli Ukrainy. W 2018 mówi liczba ta może wynosić już 3 miliony. Ciężko jest mówić więc o naturalnej migracji, sytuacja ta przypomina bardziej zbiorowy, narodowy exodus. Można to łatwo zrozumieć i wytłumaczyć, wszak  w kraju za miedzą gospodarka ledwo zipie, a na wschodzie trwa hybrydowa wojna, w której giną dziesiątki ludzi. Jednakże szersze spojrzenie na demografię Ukrainy może wprawić w osłupienie.

W momencie proklamowania niepodległości w 1991 roku, Ukrainę zamieszkiwało niemal 52 miliony ludzi. Obecnie, wskaźnik ten zbliża się do 42 milionów. O tym, jak drastycznie Ukraina się wyludnia, świadczy poniższy wykres. Zaznaczyłem na nim dwa kluczowe momenty.

Na przestrzeni 2 lat po powstaniu, niepodległa Ukraina osiągnęła historyczny top swojej populacji. Od tej pory, konsekwentnie się ona wyludnia. Skokowy spadek rozpoczął się na przełomie 2013 i 2014 r., czyli w przededniu wojny.

Między Orłem a Niedźwiedziem

Ze wschodu rosyjski niedźwiedź już nie tylko straszy, ale okrutnie kaleczy Ukrainę. Ratunku Ukraińcy szukają na zachodzie, licząc na wsparcie USA, NATO i swojego strategicznego partnera i sojusznika, czyli Polski.

Dogmat Jerzego Giedroycia, który na stałe wręcz wpisał się w naszą politykę wschodnią, spotyka się z coraz powszechniejszym społecznym sprzeciwem. W III Rzeczpospolitej każda władza jak mantrę powtarza, że dla bytu niepodległej Polski, niezbędna jest niepodległa Ukraina. Chociaż z poglądem tym można na wiele sposobów polemizować, można by się ku niemu skłonić, jeśli Kijów faktycznie zabiegałby nie tylko o względy polskiego rządu, ale i przychylność narodu polskiego. Jednak nic takiego się nie dzieje, a wiele środowisk, zwłaszcza w Polsce wschodniej, otwarcie twierdzi, że Ukraina pluje nam w twarz. Spór toczy się kwestię drażliwą, lecz bardzo istotną. Banderę i spuściznę OUN-UPA.

Po filmie Wojtka Smarzowskiego „Wołyń”, kwestia rzezi ludności polskiej z 1943 r. przebiła się do świadomości szerszych mas społecznych nad Wisłą. Rzezi, której Ukraińcy nijak nie chcą uznać za ludobójstwo, którym ta bezwzględnie była. Można by powiedzieć, że to historia sprzed trzech pokoleń, pokryta grubą warstwą kurzu. Jednak kult Bandery i UPA w roku 2018 kwitnie na Ukrainie w najlepsze. A dla wielu Polaków to potwarz i dyshonor, które są nie do przeskoczenia. Czy słusznie?

Stepan Andrijowicz Bandera, jeden z naczelnych dowódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Od 1941 przewodniczący organizacji OUN-B, współtwórca Ukraińskiej Powstańczej Armii, ponoszącej odpowiedzialność wymordowanie ok. 100 000 polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w tym kobiet, dzieci i starców. Nie ma w językach cywilizowanych narodów słów wystarczających, żeby potępić bestialstwo siepaczy UPA, prowadzonych przez Romana Szuchewycza, który osobiście zaakceptował rzeź jako antypolską taktykę. O tym, że nie przesadzam, niech świadczą zdjęcia, które zainteresowani odnajdą w Internecie. Uczciwie jednak ostrzegam, że jest to niesamowicie drastyczny materiał.

Czy panowie ci wylądowali na śmietniku historii, gdzie ich miejsce, a od skrajnie nacjonalistycznych i otwarcie faszystowskich organizacji OUN-UPA niepodległa Ukraina się odcięła? Nic takiego się nie stało. Szuchewycz w 2007, and Bandera w 2010 zostali podniesieni przez prezydenta Juszczenkę do rangi Bohaterów Narodowych, a 24 sierpnia tego roku prezydent Poroszenko przyjął zawołanie OUN-UPA (Sława Ukrajini! Herojam Sława! – „Chwała Ukrainie! Bohaterom Chwała”) jako pozdrowienie armii ukraińskiej, po raz pierwszy użyte publicznie i oficjalnie tego samego dnia, w trakcie defilady z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy. Czy biorąc nacjonalistycznych, faszystowskich katów na sztandary, Ukraina spodziewa się, że naród polski bez słowa sprzeciwu pozwoli wysłać swoich żołnierzy do walki z Rosją? Być może Ukraińcy zapomnieli wydarzenia z 43’. Polacy nie zapomnieli.

Do ostatniej kropli krwi?

Podniesienie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego do rangi międzynarodowej, to igranie z ogniem, który może pochłonąć znacznie więcej, niż tylko Donbas i Ługańsk. Z drugiej jednak strony, bez Donieckiego Zagłębia Węglowego, ługańskiego przemysłu i swobody żeglugi po Morzu Azowskim i przez Cieśninę Kerczeńską, jest kwestią czasu, aż ukraińska gospodarka popadnie w zupełną ruinę. Niezaprzeczalny jest fakt, że mieszkańcy zachodniej Ukrainy ciągną ku Europie, z kolei wschodniej – ku Rosji. Czy jest to tendencja, którą da się przezwyciężyć? Wydaje się, że jeżeli lud wschodniej Ukrainy postanowi poddać się woli Władimira Władimirowicza i oderwać od Ukrainy, to ani ogień, ani miecz, nie będą w stanie tego zmienić.

Maciej Kochanowski

Add comment