Portal Holistic News – o ideach w stylu punk

Kosmiczni górnicy na start

W latach 60. i 70. ubiegłego wieku, zanim jeszcze ludzie nauczyli się na dużą skalę i efektywnie korzystać z odnawialnych źródeł energii, wielu futurologów z przerażeniem stawiało pytanie: a co będzie, kiedy zabraknie ropy naftowej? Dziś nie spędza to nam snu z powiek, ale groźba wyczerpania surowców dotyczy przecież nie tylko ropy. Również np. platyny czy innych rzadkich metali wykorzystywanych w elektronice.

Większość platyny, jaką znajdujemy na Ziemi, pochodzi z kosmosu. Jest pozostałością zderzeń naszej planety z asteroidami. Niestety, nie możemy czekać ileś tam dziesiątków milionów lat, aż kolejna asteroida przyleci z dostawą.

Musimy sami się pofatygować w kosmos, żeby zdobyć świeże zapasy.

Sztygar w skafandrze astronauty

W Układzie Słonecznym są nieprzebrane zasoby wielu surowców. Dlatego już trwają prace nad technologią ich wydobycia i przygotowania do transportu na Ziemię.

To, że technicznie da się wylądować na kosmicznej skale, pobrać próbki i wrócić na Ziemię, udowodnili przed niemal dekadą Japończycy. Misja sondy Hayabusa, czyli Sokół, zaczęła się w 2003 roku. Dwa lata później, we wrześniu bezzałogowy pojazd dotarł do asteroidy Itokawa. Przez pewien czas badał ją znad powierzchni, by następnie przejść do momentu kulminacyjnego wyprawy. Hayabusa wylądował. Choć nie wszystko poszło zgodnie z planem, to i tak w pojemniku na próbki znalazł się pył z powierzchni asteroidy.

Wkrótce rozpoczęła się droga powrotna. Pojazd przywiózł pamiątki z wyprawy w 2010 roku. Kapsuła z ładunkiem odłączyła się od pojazdu przed wejściem w atmosferę ziemską i na spadochronie wylądowała na terytorium Australii.

Naukowcy znaleźli w środku około półtora tysiąca kosmicznych ziarenek, w większości nieprzekraczających kilku mikrometrów.

Była to misja badawcza, ale nawet bez jej podobnych wiadomo, że na tych stosunkowo niewielkich ciałach niebieskich znajdują się nie tylko wspomniana platyna czy złoto, ale także inne pierwiastki, jak chociażby kobalt, mangan, molibden, nikiel, rod i wiele innych, których wartość – tylko na pojedynczych asteroidach! – to biliony dolarów.

Nie mniej cenna jest zamrożona woda, którą znaleźć można na Księżycu – w zacienionych kraterach. Jej wykorzystanie będzie kluczowe dla rozwoju eksploracji kosmosu. Nie tylko do tego, by astronauci czy pionierzy księżycowej kolonizacji mieli co pić, ale także – żeby mieli czym oddychać. Przecież w elektrolizie uzyskuje się z wody tlen. Oraz wodór, który również jest niezwykle przydatny – stanowi jeden z ważnych składników paliwa napędzającego rakiety kosmiczne.

Koszt transportu wody i paliwa z Ziemi jest wciąż ogromny. Obecnie, żeby wystrzelić jeden kilogram ładunku na orbitę okołoziemską, trzeba wydać od 50 do 100 tys. dolarów. Jeśli więc dałoby się zatankować rakietę na Księżycu, logistyka podróży pozaziemskich – na przykład na Marsa – byłaby znacznie łatwiejsza.

Znajdujący się w dużych ilościach na Księżycu hel-3 – jeden z izotopów tego gazu szlachetnego – uważa się za potencjalnie ważny dla przyszłej energetyki. Jego wykorzystanie w reaktorach fuzji termojądrowej pozwoli na uzyskanie źródeł energii atomowej nieobciążonej jej obecnymi wadami – produkcją odpadów radioaktywnych i niebezpieczeństwem awarii skutkującej eksplozją. Fuzja termojądrowa jest od tego wolna, choć – niestety – prace nad jej ujarzmieniem jak dotąd nie zakończyły się sukcesem.

Notabene, można sobie nawet wyobrazić produkcję energii na Księżycu – np. w elektrowni słonecznej – i przesyłanie jej na Ziemię. Nad zastosowaniem mikrofal do przekazywania energii z oddalonego o 384 tysiące kilometrów satelity pracuje od lat dr David Criswell z University of Houston.

To jednak jeszcze dość fantastyczne wizje, tymczasem górnictwo kosmiczne jest nam potrzebne niemal już, tu i teraz. Zarówno panele solarne, jak i turbiny wiatrowe konstruowane są z użyciem rzadkich pierwiastków, których zasoby na Ziemi zostaną w perspektywie kilkudziesięciu lat niemal wyczerpane.

Jak pisał przed dwoma laty Priyank D. Doshi z University of Illinois w Urbana-Champaign: „Nawet przedmioty codziennego użytku, jak baterie, biżuteria, chipy komputerowe składają się z platyny, złota, niklu, a te stają się coraz droższe, wraz z kurczeniem się ich zapasów. Problem niedoboru zaostrza fakt, że na Ziemi nie mamy dla nich gotowej alternatywy. Górnictwo na asteroidach jest więc rozwiązaniem problemu niedoboru. To nie tylko sen kapitalistów, ale konieczność dla przeciętnego człowieka”.

Nic dziwnego, że już powstały firmy, które w przyszłości będą się zajmować wydobyciem. Największe i najbardziej znane z nich to Planetary Resources i Deep Space Industries. Obie wymagają zainwestowania wielu milionów dolarów, zanim przyniosą zyski. W Deep Space jest zaangażowany jeden z najbogatszych ludzi świata – współtwórca Goggle’a Larry Page.

Ale jest też wiele innych, mniej znanych firm i przedsiębiorców, którzy mają kosmiczne plany. Musimy się zabezpieczyć, żeby pozaziemski wyścig po surowce nie wywołał chaosu i bezprawia, jakie towarzyszyły gorączkom złota w XIX wieku – na Alasce, w Kalifronii i wielu innych miejscach na amerykańskim Dzikim Zachodzie.

Kosmos dobrem wspólnym

O ile technologicznie jesteśmy już prawie gotowi do górnictwa kosmicznego, to formalnie – nie. Brakuje przepisów, które regulowałyby tego typu przedsięwzięcia. Co prawda Stany Zjednoczone i Luksemburg posiadają już stosowne ustawy, a kolejne kraje, w tym Polska, nad nimi pracują, ale wszystkie te działania legislacyjne są narażone na porażkę – ze względu na niejednoznaczność prawa międzynarodowego.

Głównym porozumieniem regulującym kwestię eksploracji kosmosu jest Traktat o przestrzeni kosmicznej przyjęty w 1967 roku, a więc już ponad pół wieku temu. Zgodnie z tym dokumentem przestrzeń pozaziemska jest dobrem wspólnym wszystkich narodów i żaden kraj nie może rościć sobie praw do własności jakiejkolwiek jej części. Innymi słowy – amerykańska chorągiewka na Księżycu nie stanowi o własności czegokolwiek.

Przyjmijmy jednak, że ktoś przylatuje i zabiera sobie księżycowy kamyk. Czy ów kamyk należy do niego? Czy do całej ludzkości?

Kluczowa jest interpretacja zawartego w traktacie terminu national appropriation.

– Według Amerykanów to oznacza, że państwo nie może rościć sobie prawa do jakiegoś obszaru na Księżycu, ale np. pojedynczy obywatel USA może stamtąd przywieźć ten kamień, gdyż samo zbieranie surowców czy okruchów lodu nie stanowi zawłaszczenia terytorium – wyjaśnia Kamil Muzyka, doktorant w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk oraz redaktor serwisu „Prawo i Kosmos – Prawo Kosmiczne”.

Stany Zjednoczone uważają za podstawę prawną dla tworzenia własnych regulacji – i w przyszłości samowolnej eksploracji – artykuł VI traktatu z 1967 r. mówiący o „odpowiedzialności poszczególnych państw za podległe im podmioty prowadzące działalność w kosmosie”. Dodatkowym argumentem jest generalna zasada, że wszystko, co nie jest zabronione, jest dozwolone. Traktat w ani jednym miejscu nie zająkuje się o górnictwie kosmicznym.

Poruszanie się w tej szarej strefie nie stanowi trudności, dopóki w jej obrębie nie zrobi się tłoczno. Bo co, jeśli firma z USA będzie chciała wydobywać lód z księżycowego krateru, na który też zakusy ma firma z Luksemburga? Zgodnie z prawem międzynarodowym – a właściwie wobec jego braku – będzie można liczyć tylko na to, że się dogadają. Jeśli jednak nie, może się okazać, że zdecyduje argument siły.

Wprawdzie ten sam traktat, który nic nie wspomina o górnictwie kosmicznym, mówi, że przestrzeń pozaziemska ma być wolna od broni, ale to nie zmienia faktu, że za umowną granicą kosmosu broni już używano. W latach 60. testowano ładunki nuklearne na wysokości ponad 400 kilometrów, a współcześnie Chiny pracują nad bronią do unieszkodliwiania satelitów. Jeśli więc pojawi się popyt, to znajdą się możliwości jego zaspokojenia.

Dlatego społeczność międzynarodowa potrzebuje nowego porozumienia, które zagwarantuje, że przy eksploatacji kosmosu obędzie się bez awantur. Jedną z dążących do tego instytucji jest Haska Grupa Robocza na rzecz Międzynarodowego Zarządzania Surowcami Kosmicznymi, zrzeszająca przede wszystkim instytucje badawcze z całego świata zajmujące się prawem kosmicznym.

– Holandia postuluje stworzenie międzynarodowego prawa, które ustali zasady wydobycia i nadzoru oraz pozwoli unikać kolizji i zapewnić bezpieczeństwo kosmicznym górnikom – wyjaśnia Kamil Muzyka.

Żeby możni tego świata dali się przekonać, że takie prawo międzynarodowe jest konieczne, potrzebny jest najpierw „moment sputnika” – twierdzi  Vidya Sgara Reddy z indyjskiego think tanku Observer Research Foundation w pracy Commercial space mining: Economic and legal implications. Czyli coś w rodzaju szoku, jakim w 1957 r. było dla Amerykanów wystrzelenie przez ZSRR pierwszego sztucznego satelity. Wytężone starania, żeby posłać amerykańskich astronautów na Księżyc, były w jakimś stopniu próbą przezwyciężenia traumy wynikającej z tego, że potężna Ameryka dała się wyprzedzić Rosjanom w eksploracji kosmosu już na starcie.

Jak podzielić zyski z bonanzy

Na początku epoki wielkich odkryć geograficznych potrzebny był traktat dzielący nieznane lądy i oceany między Hiszpanię i Portugalię. Być może teraz – u progu ery eksploracji kosmosu – potrzebny jest nowy traktat z Tordesillas. Szczególnie że eksploracja i eksploatacja kosmosu może mieć konsekwencje równie poważne jak odkrycie Ameryki i nowych morskich szlaków na Daleki Wschód.

Na jednej tylko małej asteroidzie o średnicy kilkuset metrów może być tyle platyny, ile dotąd wydobyto w całej historii ludzkości.

Czy jednak nowy traktat z Tordesillas będzie bardziej sprawiedliwy od pierwowzoru? Czy zagwarantuje, że kosmos stanowi dobro wspólne ludzkości, a nie tylko największych mocarstw? Z tym, niestety, znowu może być problem. Żadne z wielkich mocarstw nie ratyfikowało Układu Księżycowego z 1979 r., który miał regulować warunki eksploatacji przestrzeni kosmicznej.

– Wszystko rozbija się o podział zysków z wydobycia. Amerykanie nie chcą się nimi dzielić z krajami, które nie będą uczestniczyć w eksploatacji kosmosu. Kraje rozwijające się, np. Sri Lanka, domagają się udziału bez względu na ich realny wkład w kosmonautykę. Powołują się na znaną w prawie międzynarodowym koncepcję „wspólnego dziedzictwa ludzkości”. Jest ona formą zadośćuczynienia krajom rozwijającym się za epokę kolonializmu – wyjaśnia Kamil Muzyka.

Kompromis będzie bardzo trudny do osiągnięcia. Ale już starożytni twierdzili, że przez trudy zmierza się do gwiazd.

Michał Niepytalski

Add comment